Gorąco polecam :)

Włoskie wakacje :)

Wszystko co dobry szybko sie kończy…ustepując miejsca czemuś nowemu :) I ta myśl towarzyszyła mi, gdy wsiadałam do samolotu w słonecznej K...

sobota, 21 stycznia 2017

"Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą ..."

Dziś Dzień Babci!
Nie każdy z Was może go obchodzić..im starsi jesteśmy, tym starsi są też nasi Dziadkowie.
Czas mija, życie też. Doceniajmy każdą chwilę z naszymi bliskimi.
Moja Babcia niestety ma już duże problemy z pamięcią, od roku odwiedzam ją co tydzień w domu spokojnej starości ale nadal jest dla mnie jedną z najważniejszych osób! I póki ja o tym pamiętam to zawsze będę do Niej jeździć:)
Miałam wzorowe dzieciństwo z cudownymi Rodzicami, rodzeństwem i Dziadkami! Pamiętam, że Babcia była obecna w moim życiu od zawsze!
Zaraz po moich narodzinach to Ona się mną opiekowała,
Gdy chorowałam to Ona mi gotowała zupy i bawiła się ze mną do powrotu Rodziców,
To Ona odbierała mnie z przedszkola i szła okrężną drogą do domu tylko po to, abym mogła pobawić się na placu zabaw,
To Ona piekła dwa ciasta i gotowała dwie zupy bo chciała nas wszystkich zadowolić podczas rodzinnych spotkań,
To Ona pędziła prosto z działki czterema autobusami do nas do domu bo zerwała piękne peonie i chciała abyśmy mogli nimi oczy nacieszyć,
To Ona przemierzała drogę z Grochowa na Ursynów bo upiekła szarlotkę lub zrobiła faworki,
To Ona robiła na drutach ubranka dla moich lalek, jeździła ze mną i z moimi braćmi na Mazury i dawała nam tyle swobody ile daje prawdziwa Babcia,
To Ona zawsze miała dla nas czas!
To Ona była w moim życiu od zawsze i będzie na zawsze!
I nawet teraz gdy jest już 86-letnią staruszką i nie pamięta co było dzień wcześniej, co jadła na obiad i jaki mamy dzień tygodnia to nadal jest kochaną, uroczą, dobrą, zabawną i szlachetną osobą.
Mam nadzieję, że kiedyś będę taką mamą jaką moja Mama jest dla mnie a później taką Babcią jak Moja Krysiuchna;)
Udanej soboty:*

środa, 11 stycznia 2017

Nowy Rok nastaje, każdemu ochoty dodaje:)

No i mamy 2017 rok..
Mówi się, że jaki początek nowego roku taki cały rok..
Jeśli tak to mam przerąbane..kolejny raz ;-)
Może zacznijmy od początku i obiecuję, że zaoszczędze Wam szczegółów, chociaż z nimi mój post miałby większą dramaturgię :P
Zaczęło się od wyjazdu z Przyjaciółmi! Było sielsko-anielsko. Z dala od miasta, obok rzeka, konie (prawie poczułam się jak Amazonka- co prawda ich nie ujeżdżałam:P..może była to kwestia braku alkoholu we krwi ;-) ale głaskałam tak często jak mi na to pozwoliły i dokarmiałam trawą, którą znalazłam pod śniegiem :P), cisza, spokój, świeże powietrze.
Tak się nawdychałam tego świeżego powietrza, że jak nadszedł czas przygotowań aby pożegnać stary rok najchętniej poszłabym spać. Nie miałam ochoty myć się, malować, ubierać..wśród nas to tylko dzieci wykazywały chęć do zabawy sylwestrowej i w sumie nie miałam wyjścia. Jak się już zwlokłam z łóżka (przyrzekam, że czułam się jak w poniedziałek rano po 2 tygodniowym urlopie;-)) i się wszyscy ogarnęliśmy (dodam, że każdy powyżej 18 roku życia wykazywał taki sam zapał co ja ;-) poszliśmy świetować! Ach co to było za świętowanie :P:D
Wchodzimy a tam stoły jak na weselu. Sala udekorowana na biało i mnóstwo ludzi w wieku moich rodziców:D i już wtedy zrozumiałam, że to nie może się dobrze skończyć ;-)
Przy naszym „weselnym” stole siedzieli już jacyś ludzie. Młoda para (jak się później okazało dość miła) i rodzina „biznesmenów” z Legionowa wraz z synem w wieku ok.35 lat.
Jedna część stołu czekała na nas plus wolne miejsce pomiędzy kawalerem a młodą parą. Modliłam się, abym tam nie musiała siedzieć bo to jak koszmar minionego lata. Rodzice już się zaczęli mi przyglądać z uwagą jak zrozumieli kto z kim w naszej ekipie i wyszlo na to za dla chłopaków jestem za stara a dla jedynego w wieku powyżej 18-lat jestem jak siostra. Momentami czułam też wzrok kawalera na sobie ale oprócz tego wyczułam , że z całą rodziną było coś nie tak. Ona obwieszona złotem, rude włosy i złota kreacja z tafty, On- czerwony od wódki na twarzy- pochwalili się, że mają biznesy w swoim mieście gdzie mieszkają i w mieście sąsiadującym z nim. Syn- gbur, który najpierw strzelił focha a później przepadł na dłuższy czas.
Poczułam, że na trzeźwo tego nie ogarnę. Ale z kim miałam się napić..sama tego robić nie będę;-) Na szczęście na ratunek przyszedł mój weselny Brat:P Zawdzięczam mu to,że dałam radę…ale i porannego kaca ;P Najpierw była butelka wina…ale aby znieść klimat tej imprezy było to zdecydowanie za mało. Zaczęliśmy pić wódkę aby na zakończenie dobić się szampanem. Oczywiście i tańce były tak aby w nowym roku nie brakowało mi okazji do zabawy ;-)
Aż wkońcu wybiła 00:00! W tle poleciała piosenka ABBY „Happy New Year” i pojawiła się pierwsza łza. Wrażliwość to jednak moja mocna strona jakby nie patrzeć ;-) Później życzenia..a czego mi można życzyć?! Wszyscy wiedzą i życzą tego chociaż póki co się one nie spełniły (ale spełnią się! Wierzę w to;-)).
No i po życzeniach zaliczyłam pierwsze w nowym roku oczyszczenie duszy ;-) Zakończyliśmy imprezę kilkanaście minut po 24ej ale to nie znaczyło, że ja zakończyłam płakać :P Rano obudziłam się z mega bólem głowy…i tu jest moment kiedy ominę parę faktów z mego życia dotyczących tego poranka :P Drugi raz obudziłam się po 4 godzinach. I było o niebo lepiej- tabletki zaczęły działać, pokarm utrzymał się na swoim miejscu :P Postanowiłam, że czas najwyższy się ogarnąć i coś zjeść bo samą sucha bułką i Ibuprofenem człowiek nie żyje :P a że nadal miałam w głowie „Jaki nowy rok tak cały rok” to się zmobilizowałam.
Tak więc sami rozumiecie, że mogę teraz się martwić ;-)
Mam nadzieję, że dla Was to będzie najlpeszy rok z dotychczasowych- pełen spełnionych marzeń, małych i dużych cudów i niezapomnianych chwil. Tego i Wam i sobie życzę :*